
Kto jak nie Ty! Ależ jesteś silna! Podziwiam!
Wracasz z pracy, nadchodzi weekend. Tym razem nie ma szkoły, kursu, wyjazdu. Można odsapnąć. Siadasz wieczorem na kanapie i po kilku chwilach się zaczyna. Najpierw ból karku, znasz to. Racjonalna ty mówi: „no i czego się dziwisz, jak tak rzadko ćwiczysz?” Kiwasz głową w prawo, w lewo. Myślisz, odpocznę, to minie. Wstajesz wieczorem z kanapy i w momencie, gdy stawiasz pierwszą stopę na ziemi, nagle czujesz ten przeszywający ból w plecach… aż braknie tchu. Stoisz tak przez dłuższą chwilę, praktycznie w bezdechu. Czekasz, aż ciało samo przybierze taką pozycję, aby dało się wyprostować. „Uff, przeszło. Widocznie siedziałam jak głupia na jednej nodze, to normalne. Może zapiszę się na masaż.”
Dzwoni telefon. To znajoma, która chce ponarzekać na to, że nie ma siły, że chyba się rozwodzi. Tyle czasu już próbuje, ciągle coś nie tak. W sumie nie masz siły na tą rozmowę, ale przecież nie wypada jej powiedzieć, że to zły moment na taką rozmowę. Przecież ona potrzebuje się wygadać. Na koniec słyszysz: „Dzięki kochana, do Ciebie zawsze można zadzwonić, pogadać. Wiesz, nie wiem jak ty to robisz, ale zawsze jesteś taka opanowana, zawsze wiesz, co trzeba powiedzieć. Dziękuję!” Rozłączasz się z takim dziwnym poczuciem, że przecież nic nie zrobiłaś, nie ma za co dziękować. Zwyczajnie wysłuchałaś. Nic takiego.
Noc. Przewracasz się z boku na bok. W głowie kłębi się tysiąc myśli. O tym ,czego nie zrobiłaś, co chcesz zrobić lub co zrobiłaś nie tak. Poczucie lęku, ścisk w żołądku, drętwienia w kończynach. „Tak, to coś z tym kręgosłupem, musze iść na masaż. Nie chce mi się iść fizjo, każe mi robić jakieś durne ćwiczenia, nie mam na to czasu. Pójdę na masaż, taki konkretny! Mocny! Jak mnie tak porządnie rozwałkują to mi te mięśnie puszczą.” Kolejne godziny przynoszą rwany sen, koszmary, gonitwy jak w filmie sensacyjnym.
Budzisz się zmęczona. „chyba muszę kupić tą poduszkę co mi się wyświetlała w reklamach. Może po tym będzie lepiej spać. Do tego melatonina i do przodu. Nie ma miękkiej gry”. Cały dzień chodzisz po mieszkaniu, odbijając się od ścian myślisz, co jeszcze trzeba zrobić. Niby poszłaś na zakupy, żeby w końcu ugotować coś pożywnego, ale nie masz na to za grosz siły. Znowu mięso zaśmierdnie w lodówce. Ale dziś jeszcze o tym nie myślisz. Siadasz do rachunków, albo kolejnej książki, która pomoże Ci być jeszcze lepszą wersją siebie w swojej pracy. Plecy nadal piszczą z bólu, ale kiedy się uczysz, potrafisz o tym zapomnieć. Nie myślisz też o tym, co leży u podstaw tego bólu. Kolejna HIT kapsułka pozwoli przetrwać do jutra. Nie ma co się cackać. Twardym trzeba być a nie „miętkim”.
Jak to się stało, że tak wiele z nas odłączyło swoje głowy od ciała? Łatwiej jest nam połknąć tabletkę przeciwbólową lub nawet pójść do masażysty (traktując to jako prezent roku!) niż pomyśleć o tym, że Twoje ciało ma ograniczone możliwości pomieszczania emocji, trudności, strachu, lęku i frustracji. Czemu tak bardzo skupiamy się na efekcie końcowym, objawie, a nie szukamy przyczyny? Wszystko, co sobie w życiu poskładamy na półeczkę emocjonalną z napisem – „Zajmę się tym kiedyś (w domyśle – NIGDY)” da nam pstryczka w nos w postaci objawów fizycznych. To szafa, z której u niejednej z nas wszystko od lat się już wysypuje, a my z uporem maniaka, podsycane hasłami „kto jak nie TY” dajemy się wpuszczać w maliny i brniemy w kolejne siłowanie się ze sobą. Przeciwko sobie. Ale w zacnej służbie innym.
Jaki jest próg wytrzymałości naszych organizmów? Pewnie u każdego inny. Ale to, że za zaniedbanie emocjonalne zapłaciły srogo, tego jestem pewna. Wiele lat temu, gdzieś na początku mojego życia, dowiedziałam się o wstydzie za emocje, o rozczulaniu się nad sobą, o tym, że nie ładnie się chwalić i co ludzie powiedzą. Również o tym co wypada a co nie, jak wolno a jak nie i co to jest grzeczność. Ta nauka mówiła jasno – kryj wszystko w sobie, bo świat nie oszczędzi Cię, gdy dowie się, jak bardzo niedoskonała jesteś w środku. Tak właśnie powstał mit o „kto jak nie TY”. Ja się z niego wypisuje!
Kiedy bolą mnie plecy, zastanawiam się oczywiście nad pozycją w jakiej siedzę, czy rozciągałam się dziś i czy potrzebuję ciepłej kąpieli, ale myślę też, czy nie wzięłam dziś na siebie zbyt dużo? A może zblokowałam jakoś wyrażanie emocji? Coś połknęłam, zamiast wypluć? Jasne, tak samo jak Wy zawalam się tysiącem rzeczy do zrobienia, ale chcąc pomagać, pracować, dzielić się sobą, muszę o siebie dbać. W całości.
Dlatego siedząc w wannie myślę o sobie. O swoich emocjach, o tym, co dziś zrobiłam dobrze (wystarczająco dobrze). Za co chcę sobie podziękować. Kiedy rano idę z psem na spacer, zachwycam się przez te 20 minut ty, że widzę, słyszę i czuję. Dbam o swoją „strefę komfortu” nie pozwalając na jej przekraczanie. Co to oznacza? Ano to, że kiedy czuję się przeciążona – wyciszam telefon. Nie jestem pogotowiem ratunkowym. I nie jestem jedyna (kto jak nie ty? Ktoś inny.) Piszę sms – nie mogę teraz rozmawiać. Nie na odwal się, ale dlatego, że nie mogę. Nie pomieszczę kolejnej historii, problemów, danych. Chronię się w ten sposób i nie zamierzam za to nikogo przepraszać ani się z tego tłumaczyć. Moje ciało zebrało ode mnie już bardzo dużo za zaniedbania. Dwie operacje kręgosłupa, nowotwór. Wystarczy. Więcej go nie zaniedbam. Ciało i umysł to system naczyń połączonych. Nie są dla siebie niewolnikami, ale powinny płynnie się ze sobą porozumiewać, dogadywać. Kiedy ciało mówi mi to cholerne NIE, to go słucham. Nie zawsze jestem z tego powodu szczęśliwa, bo głowa mnie wyrywa do przodu. Ale chcę to ciało słyszeć i rozumieć. Wtedy mniej boli i jakoś nam tak w tym teamie przyjemniej 🙂
Tulę


Dziękuję za naukę stawiania granic!
Dziękuję za zwrócenie mi uwagi na to kim jestem i czego potrzebuję!
Dziękuję za to, że przestałam wiecznie się zamartwiać i mieć ciągłe wyrzuty sumienia!
kocham, mam łuszczycę, kolana siadają, Hashimoto, a teraz trądzik różowaty, wreszcie ciało powiedziało wszystkim Ona jest zmęczona, a oni na to, ale masz słaba odporność, ze takie coś Ci wyłazi. A ja nie pamiętam kiedy ostatnio chorowałam na przeziębienie, ot taka słaba odporność :P. Ale ja to staram się nadal maskować, aby nikt nie widział, że jestem słaba.
Kocham ten wpis, zdaję sobie sprawę ale czasem brak pomysłów jak się zaopiekować samym sobą, nawet od 5 lat odkładam zakup stanika…bo szkoda kasy 😛
serio takie historie się zdarzają bo czasem czuję to samo jak się siedzi długo a plecy dosłownie odczuwalne mega. chyba czas na jakies cwiczenia albo masaż w końcu