Czy wiesz, co nosisz w swoim plecaku?

Każdy rodzic wyposaża dziecko w pakiet startowy. Uczy samodzielności, rozumienia świata, zaufania lub jego braku. Pokazuje jak wchodzić z relacje z drugim człowiekiem, jak ją podtrzymywać. Uczy też stawiania granic. To tylko początek, z założenia rodziców, najlepsze, co mogą dać. Tak jak potrafią, zgodnie ze swoimi zasobami. Wkładają do naszych plecaków to, co mogą, ile mogą i jak mogą. 

Dalsze losy plecaka są w naszych rękach. To my mamy podjąć decyzję, czy to wszystko bierzemy, w jakiej ilości i postaci. To postawienie naszej granicy względem naszych rodziców. Przyjrzenie się sobie, czego potrzebujemy, jacy chcemy być. To już nasza decyzja. To etap buntu daje nam szansę na wyodrębnienie się, stanie się sobą. 

Ten moment, kiedy sami bierzemy odpowiedzialność za swoje życie, kiedy decydujemy się nie siedzieć w tym co było, ale ruszyć do przodu i poukładać sobie swój własny świat. Tak jak chcę. Bo przecież realnie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zrobić zupełnie inaczej, niż nasi rodzice.

I tu okazuje się, że nie do końca. Jak na grubej linie trzymają nas schematy wytworzone w dzieciństwie, normy wykształcone w tamtym okresie. Z jednej strony nie mamy ochoty na spędzanie świąt przy stole, sprzątanie, gotowanie, z drugiej jednak strony czujemy jakiś wewnętrzny przymus, aby tak postępować. Czytamy w książkach hasła „zasługujesz na wszystko”, „jesteś panem swojego losu”. Podoba nam się taki sposób myślenia, ale chwilę później słyszymy w głowie słowa „nie można zasługiwać na wszystko, to egoistyczne” czy „jak się ma wszystko to się ludziom w głowach przewraca”. I szybko rezygnujemy z myślenia o sobie.

Lubię porównania, więc i tu pokuszę się o takie. To tak, jakby nasi rodzice ubrali nas w sweter, bo oni marzli przez całe życie i bardzo chcą, aby nam w życiu też było ciepło. Tyle tylko, że my nie marzniemy. Wręcz przeciwnie, jest nam w tym swetrze niewygodnie, ciasno i do tego ten sweter drapie. Nie ściągamy go z siebie, bo przecież rodzice chcieli dla nas dobrze. Z czasem nawet się nieco przyzwyczajamy, przestajemy czuć to irytujące swędzenie, chociaż też nie czujemy przy okazji innych rzeczy -miłego dotyku, głaskania. Nasz organizm musiał to czucie wyłączyć, żeby przetrwać. Miną lata zanim się zorientujemy, że zdejmując ten sweter wcale nie pokazujemy rodzicom braku szacunku, miłości. Zwyczajnie pokazujemy swoją odmienność, odwagę do życia po swojemu, ze zrozumieniem własnych, a nie rodziców potrzeb.

W terapii uczymy się znaleźć siebie, podjąć decyzje na swój temat, wziąć za siebie odpowiedzialność. Uczymy się dojrzewać, rozkwitać. Po swojemu. Pokonujemy lęk przed tym, jak zareagują na naszą zmianę rodzice, otoczenie. Rozpakowujemy plecaki i przeglądamy ich zawartość właśnie po to, aby wyjąć te niewygodne swetry i odłożyć je na półkę. Uczymy się uznać, że nasi nieidealni rodzice nie mogli wiedzieć, czy te swetry nam się przydadzą. Ich doświadczenie pokazało, że mogą, nasze, że nie muszą. To nasza decyzja, co zrobimy z nimi w dorosłości. 

Tulę

Maja

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry