psycholog terapia traumy

„Cisza wśród chaosu – o przestrzeni, której nie umiemy znaleźć”

Tacy wszyscy jesteśmy oczytani, tylu polubionych mądrych ludzi na mediach społecznościowych, którzy bez końca powtarzają nam, jak żyć spokojniej, wolniej, zdrowiej. I co? I lipa…

Większość z nas ma problemy z zasypianiem lub ciągłym snem.  Z trudem rano otwieramy oczy, w pędzie pijemy kawę i bez śniadania lecimy do pracy. Odbieramy dziesiątki maili, telefonów, załatwiamy tysiące spraw. Jemy cokolwiek, gdziekolwiek, nawet nie zastanawiając się, czy to smaczne, czy nie.

Po pracy nie jest zazwyczaj lepiej. W korkach albo zatłoczonej komunikacji, przebodźcowani robimy szybkie zakupy, bo w lodówce szczur z głodu się już powiesił. Tak, jest szansa, że nawet nie użyjemy, tego co kupiliśmy i za tydzień wyląduje przeterminowane w koszu, ale dziś o tym nie myślimy. Potem szybkie pranie, które prawdopodobnie zostanie w pralce do rana, a może nawet dłużej, bo wieczorne oglądanie Netflixa pochłonie nas zbyt mocno i zaśniemy w międzyczasie.

Tak, to nie są historie wyssane z palca, to relacje moich podopiecznych, którzy doszli do granicy i szukają pomocy. Czemu tak się dajemy zapędzić? Czy naprawdę nie umiemy o siebie już zadbać? 

Żyjemy w czasach, gdzie według badań przyjmujemy dziennie około 34-36 Gigabajtów danych, co odpowiada średnio 100 000 słów! Źródłem największej ilości danych jest wzrok (Kim & Park, 2020; Softky & Benford, 2017)– pojedyncza scena postrzegana przez oko może odpowiadać przepływowi nawet około 8–9 Mb/s (megabitów na sekundę), co w skali dnia daje setki gigabajtów nieprzetworzonych sygnałów, zanim mózg dokona filtracji. Jednak mózg wykonuje silną kompresję i filtrację, więc realna ilość informacji docierająca do świadomości to te wspomniane ~34 GB. Dla porównania, gdy mówimy o średnim 34 GB informacji dziennie, to jest to tak, jakbyśmy codziennie „oglądali” w surowej formie mniej więcej 8–10 filmów w jakości HD.

                  Czemu tak się dzieje, że nie umiemy skorzystać z wiedzy? Po pierwsze, za dużo na raz. Zamiast wdrożyć jedną, dwie rzeczy, rzucamy się na wszystko na raz, myśląc, że tylko działanie wielotorowe zapewni nam upragnione zdrowie. Po tygodniu rzucamy wszystko, bo nie jesteśmy w stanie utrzymać diety, leje i wieje, więc rower i spacer odpada, więc wpadamy z powrotem w sidła kanapy lub fotela. I zamiast odłączyć się od bodźców, pakujemy w siebie kolejne dane z IG lub innego Max’a. 

                  Po drugie popadamy w skrajności. Do tej pory jedliśmy tylko gotowce, mistrzostwem kulinarnym by makaron z pesto a teraz próbujemy raczyć się brokułami i naparami z siana i patyków. Do tego nigdy się nie ruszaliśmy, a teraz próbujemy roweru, jogi, biegania i pływania na raz. Do tego po popołudniowej drzemce próbujemy wdrożyć plan chodzenia spać przed 22:00. Eeech, sami rozumiecie, nie?

                  No i po trzecie, kiedy zwalniamy, to do głosu dochodzą emocje, przemyślenia, nasze wewnętrzne rozterki, ale także wspomnienia, pragnienia. Kiedy wyłączamy tryb działania, a przechodzimy w stan „robienia nic”, w końcu możemy sobie poukładać w głowie wiele rzeczy. Niestety, to nie dla każdego są marzenia o wyjazdach i wspaniałych przygodach. Wielu ludzi ma wtedy kontakt z tym co trapiące, smutne, nieprzyjemne. Nie zajmują się tym, bo z jakiegoś powodu jest to trudne. W związku z tym wrzucą do swojego kalendarza kolejne TO DO, aby uniknąć ciszy i zmagania się z tymi niechcianymi myślami.

A gdyby tak zacząć od najprostszych rzeczy? Zostawić sobie szklankę z wodą przy łóżku i zwyczajnie rano ją wypić? Do tego po pracy wysiąść dwa przystanki przed domem i dojść do niego spacerem? Może jeszcze włączyć muzykę w domu zamiast telewizora i potańczyć albo zwyczajnie posiedzieć i pomyśleć, co mi się dziś udało? Jaki to był w ogóle dzień? Czy mogę być sobie za coś wdzięczna? Tak, tak, choćby za wypicie tej szklanki wody! Co z tego, że influenserka z TIKTOKA mówiła, że trzeba 2 litry. Ta szklanka to więcej niż do tej pory robiłaś, więc odpuść sobie.

Jeden krok na raz. Zanim dowalimy sobie kolejną dawkę danych, spróbujmy posłuchać, czy ptaki śpiewają za oknem? A może, czy potrafimy poczuć, czy nasze ciało jest napięte? Jeśli tak, to jak możemy mu pomóc? Może się poprzeciągać? Wziąć ciepłą kąpiel (bez telefonu 😉 )? Tylko tyle i aż tyle. Zacznijmy od dawania sobie 10 – 20 minut uwagi dziennie. To zawsz kilka KB mniej danych dla naszego przebodźcowanego układu nerwowego. 

Tak, takie małe kroki nie rozwiążą problemów firmowych, nie popłacą rachunków. Ale długofalowo wpłyną na Twoje zdrowie, uchronią Cię przed chorobami a może nawet Ci się to spodoba i w kolejnym tygodniu lub miesiącu zaczniesz jadać śniadania? Takie szaleństwo. Może zdecydujesz, że jesteś ważną osobą dla siebie samej i możesz dać sobie przyzwolenie na bycie dal siebie dobrą? Wystarczająco dobrą. 

Tulę.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry