Cisza, której szukamy, a której tak często się boimy

„- Pani Aniu, kiedy ostatni raz pani usiadła i pobyła ze sobą?

– Ale jak to pobyła? Przecież ciągle jestem ze sobą?

– mhm, czyli tak ze sobą, że słyszy pani swoje myśli, jest pani świadoma swoich emocji i odczuwa pani, co dzieje się z pani ciałem, tak?

– A to tak ludzie mają? Że to wszystko czują? Chyba bym zwariowała, gdybym to wszystko poczuła!”

Takie dialogi nie są rzadkością w moim gabinecie. Nie tylko kobiety oczywiście doświadczają takiego stanu. Kiedy o tym słucham myślę sobie, jak to jest żyć, nie mając świadomości siebie. Jak to jest, kiedy stale odpycham sama siebie, to co czuję, zarówno fizycznie jak i psychicznie. Czemu tak trudno jest siebie wysłuchać?

Pochylę się nad tym nieco. 

Ania jest ciągle w zadaniach, sprawdza się jako mama, szefowa działu i oczywiście jako szeroko rozumiana opiekunka domu. Stale na najwyższych obrotach, bo wszystko trzeba „dowieźć”. Liście na zajęcia dla syna, wypracowanie z córką, obiad na jutro i jeszcze zestawienie sprzedaży dla szefa. O 23:00 pada na twarz i nie ma nawet pomysłu, że mogłaby na moment się zatrzymać i sama siebie zapytać: Anka, jak się czujesz? Czego teraz potrzebujesz? Na co masz ochotę?

Dla równowagi przyjrzyjmy się też Maćkowi, który jest tatą dwóch synów, ma pod sobą kilkuosobowy zespół pracowników i do tego zajmuje się wszystkimi finansami domu. Od rana czyta wskaźniki giełdowe, polityczne newsy, aby być na bieżąco w świecie, w pracy działa na pełnych obrotach, oczywiście nie wyrabiając się ze wszystkim zabiera tabelki do domu. Robi je w samochodzie, kiedy czeka na starszego syna przy budynku basenu. W domu jest nieobecny myślami, bo kredyty poszły w górę, więc jego głowa pracuje na pełnych obrotach, jak to zrobić, żeby było bezpiecznie. Nie myśli, czy powinien zrobić jakieś badania, nie pamięta, kiedy leżał i się nudził. Umie za to „odpoczywać” skrolując media społecznościowe. 

Zarówno Maciek jak i Anna nie zostali nauczeni tego, że organizm daje nam sygnały. Nie dostali takiej wiedzy, że mogą pomyśleć o sobie, poczuć się na tyle istotni dla siebie, żeby zrobić krótką autodiagnozę, jak się mam? Kiedy mają posiedzieć z kubkiem herbaty i pogapić się przez okno, to uważają to za stratę czasu i myślą, że są bezproduktywni, leniwi.

Dokąd to wszystko zaszło. Człowiek dziś nie wie, że w ogóle jest, istnieje. Ganiamy stale za działaniami, a zupełnie nie czujemy i nie kontaktujemy się z własnymi potrzebami. Wielu pacjentów nawet nie wie, czy czuje głód, albo gdy go czuje – ignoruje go, bo nie ma czasu… Kiedy zaczynamy o tym rozmawiać w gabinecie odczuwam ogromny smutek, a pacjenci się temu dziwią, że to może być smutne. 

Często porównuję nas do samochodów 😉 Tak czasem łatwiej zrozumieć nasze działanie i mechanizmy. Więc wyobraźmy sobie, że nasze auto jeździ bez opamiętania, na pełnych obrotach i często bez tankowania jeden dzień, drugi, piąty… no nie, o auto zadbamy, bo świeci mu się kontrolka braku paliwa… No dobra, jedźmy dalej, słyszymy stukanie, chyba prawy przód, tłucze jak łącznik stabilizatora, trzeba odstawić do warsztatu, bo jak zaniedbam, to dopiero zapłacę. No i przegląd i opony, bo przecież mandat dostanę. Ubezpieczenie też kupimy, nawet nie tylko to podstawowe, bo kurcze, jak mi wybiją szybę, to kłopot i tyle kasy. 

I taka smutna prawda… że o rzecz zadbamy lepiej niż o siebie.

Co o tym myślisz?

Tulę

Maja

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry